Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat miesiąca , Otwarty dostęp

10 września 2020

NR 77 (Wrzesień 2020)

Edukacja pod znakiem COVID-19
Czy pandemia czegoś nas nauczyła?

108

Mija pół roku tego wyjątkowego stanu, jakiego nigdy dotąd nie przeżyliśmy. Na szczęście minione wakacje pozwoliły nam choć trochę odetchnąć po tych trudnych miesiącach. Przed nami jednak nowy rok szkolny i kolejne wyzwania. Czy czegoś się przez ten czas nauczyliśmy? Na pewno wiele, lecz niekoniecznie zdobyliśmy najlepsze doświadczenia.

Najpierw garść refleksji

Zamknięcie szkół i przedszkoli nastało tak nagle i tak niespodziewanie, że wielu traktowało tę informację z niedowierzaniem. Bo jak to, natychmiast zamykamy WSZYSTKIE placówki w Polsce? Najpierw przyjęto ten fakt z ulgą i nawet radością – szczególnie uczniowie, którzy myśleli, że nastały „koronaferie” – ale z każdym dniem narastała nie tylko niepewność, co będzie dalej, jak rozwinie się epidemia, czy przede wszystkim, jak długo potrwa. Wydawało się, że może dwa tygodnie, może miesiąc…? Nikt jednak nie spodziewał się, że po półroczu nadal będziemy właściwie w tym samym miejscu co na początku.

Ministerstwo już po kilku dniach zaczęło wprowadzać regulacje nakazujące prowadzenie, w stanie ograniczenia działalności szkół, nauczania zdalnego. Tyle że nikt nie był do tego przygotowany. A najmniej MEN, i to jest smutna refleksja. Jednak od czego polska pomysłowość i zdolność improwizowania. Najpierw, kto żyw i przy gotówce, rzucił się na resztki sprzętu komputerowego, jakie jeszcze w sklepach zostały. Przecież dostawy z Chin już od miesięcy były ograniczone. Potem internet, ten mobilny, na karty, jaki dało się znaleźć i kupić. Powie ktoś, że przecież ministerstwo pomogło, wyasygnowano miliony na zakup komputerów przez samorządy. Tyle że te pieniądze w pierwszej kolejności wydano na doposażenie szkół i nauczycieli, by w ogóle na czymkolwiek mogli jakiekolwiek zajęcia prowadzić. Do dzieci dotarło niewiele. Rodzice zostali sami z problemem, a wielu z nich też musiało przejść na pracę zdalną. A jak jednocześnie ma pracować dwoje rodziców i uczyć się kilkoro dzieci, czy nawet jedno, gdy w domu jest jeden komputer i co najwyżej smartfon? To przecież normalna rzeczywistość setek tysięcy rodzin, nie tylko z obszarów wiejskich, ale też z największych nawet miast. Czy o tym ktokolwiek „na górze” pomyślał? Owszem, MEN doradzało komunikację przez dziennik elektroniczny, ale czy to mogło zastąpić prawdziwą naukę? 

Jak wszystko działało, doskonale wiemy. Szkoły, dyrektorzy, nauczyciele zostali obarczeni przez ministerstwo całym ciężarem nie tylko prowadzenia nauczania, ale przede wszystkim wymyślenia, jak to można robić.

Nikt na świecie nigdy czegoś takiego nie dokonał dosłownie z dnia na dzień. Tym większe wyrazy uznania dla pedagogów, i tym surowsza ocena władz. Nie jestem nauczycielem, nie mam doświadczenia pedagogicznego, ale jako rodzic widziałem całkowitą niemoc władz oświatowych wobec rzeczywistości. 

System nauczania, czy szerzej edukacji, to kompleks połączonych ze sobą elementów, które dopiero jako spójne i wzajemnie się uzupełniające trybiki składają się na dobrze funkcjonujący mechanizm. Taki system to program, schematy organizacyjne, ramy czasowe, wypracowane zasady nauczania czy oceniania. Do tej pory w tradycyjnym nauczaniu wszystko było od lat w miarę poukładane. Moim zdaniem niezbyt dobrze, ale jednak. I nagle w obliczu epidemii wszystko należało zacząć od nowa. I tu powinno wkroczyć państwo, ze swoimi możliwościami, wypracowanymi metodami, konkretnymi rozwiązaniami. Czy zadziałało, sami

Państwo odpowiedzą sobie na to pytanie. Zamiast realnej pomocy i całkowicie nowych rozwiązań, doczekaliśmy się żenującej telewizji „edukacyjnej”, czegoś na kształt telewizyjnego technikum rolniczego rodem z czasów PRL, w godzinach dowolnych, w programie przypadkowym i w formie nie do strawienia. Ale to już historia. Wszyscy mieli natomiast nadzieję, że pół roku doświadczenia i intensywna praca najtęższych umysłów przyniesie szkole fantastyczne rozwiązania, nowy model nauki. Ze smutkiem po raz kolejny trzeba stwierdzić, że MEN te miesiące znowu przespało, nie zrobiono kompletnie nic, by szkołę w tej najtrudniejszej próbie wprowadzić na nowe tory, by wypracować model rzetelnego i przede wszystkim skutecznego nauczania. 

Doświadczenia 

Dla placówek oświatowych, szkół i przedszkoli nie był to jednak okres zmarnowany. Doświadczenia wyniesione z tych miesięcy, dla dyrektorów i organów prowadzących bezcenne, pozwalają na wyciągnięcie wniosków na przyszłość.

W przypadku przedszkoli widać wyraźnie, że zdalne nauczanie jest fikcją. Wynika to oczywiście z charakteru tych placówek, które są w pierwszym rzędzie opiekuńczo-wychowawcze – mają zapewnić opiekę nad dziećmi przez kilka godzin, gdy rodzice sami nie mogą tego zrobić, bo pracują. Funkcje kształceniowe są w tym wypadku drugorzędne. Oczywiście przy wyborze przedszkola dla wielu rodziców mają znaczenie rodzaj i jakość oferowanych zajęć, doświadczenie kadry czy reputacja, ale w znakomitej większości opiekunowie kierują się raczej kryterium dostępności i kosztu. Przy takich funkcjach przedszkoli jakiekolwiek zdalne zajęcia stanowią jedynie „protezę” normalnego procesu wychowawczego. Nawet najlepiej prowadzone zabawy czy nauka online nigdy nie zastąpią bezpośredniego kontaktu dziecka z wychowawcą, rówieśnikami, możliwości przebywania w grupie i kształtowania u dzieci postaw społecznych. 

Podczas ograniczenia działalności, a w zasadzie zamknięcia przedszkoli, rodzice nie otrzymywali tych podstawowych świadczeń, jakich od przedszkoli oczekują. Stąd ogromne napięcia, przede wszystkim finansowe. Wielu rodziców nie rozumiało czy nie akceptowało faktu, że przecież przedszkola muszą ten okres przetrwać także finansowo, a sama dotacja w przypadku placówek niepublicznych do tego nie wystarczy. Dla rodziców, którzy słuchali podpowiedzi nie tylko wielu prawników, ale wprost przedstawicieli władz wszystkich szczebli, brak możliwości posłania dziecka do przedszkola był równoznaczny z brakiem konieczności ponoszenia jakichkolwiek opłat. Jednak placówka opiekuńczo-wychowawcza to nie to samo co zakład fryzjerski czy klub fitness. Rodziców łączy z nią szczególny rodzaj umowy, o charakterze trwałym, której wykonywanie doznało przeszkód nie z winy placówek. Pisaliśmy o tym także na łamach naszego pisma. 

Co na przyszłość? Wprowadzane zasady sanitarne pozwalają obecnie na w miarę szerokie funkcjonowanie przedszkoli.

Nie warto dyskutować o walorach wytycznych wydawanych przez MEN i GIS. Mycie rąk, mierzenie temperatury czy wprowadzenie metrażu na wychowanka należy rozumieć raczej jako zachowanie pozorów, bo przecież nie ma żadnych szans, aby w przypadku zakażenia jednego dziecka lub nauczyciela wirus nie rozprzestrzenił się w ogóle. Oczywiście należy stosować się do wytycznych, bo zmniejszają ryzyko i samą transmisję wirusa, ale nie ma się co oszukiwać, że w ten sposób można zapewnić absolutne bezpieczeństwo, czego dowodzą pojawiające się przypadki zakażeń.

Jesień zapewne zmieni tę sytuację diametralnie. Po pierwsze, gdy piszę te słowa, nie obowiązuje już dodatkowy zasiłek dla rodziców dzieci do lat ośmiu, a rząd dopiero myśli, czy i w jakiej ewentualnie formie go przywrócić. Co najważniejsze, rodzice są obecną sytuacją już po prostu zmęczeni, muszą wracać do pracy, choćby z powodu grożącego im zwolnienia, a dzieci same domagają się powrotu do przedszkoli.

Co zatem w sytuacji, gdy przy zachowaniu obecnych wytycznych sanitarnych przedszkole nie będzie mogło przyjąć wszystkich chętnych dzieci? Być może nadal będzie obowiązywać zasada pierwszeństwa przyjmowania dzieci rodziców zaangażowanych w walkę z epidemią oraz tych, którzy nie mogą wykonywać zdalnej pracy. Jeśli jednak tych „uprzywilejowanych” będzie zbyt wielu, to nawet wśród nich pojawią się dzieci nieprzyjęte. I oczywiście dzieci rodziców „bez przywilejów”. Na to jednak MEN nie wskazuje żadnego konkretnego rozwiązania, ten problem znów pozostawia się do rozstrzygnięcia organom prowadzącym i dyrektorom.

Dla właścicieli placówek kluczową sprawą w nowym roku szkolnym będzie kwestia ułożenia współpracy z rodzicami na podstawie nowych, dobrze opracowanych umów. UOKiK, który przed wieloma laty badał takie umowy i wypracował dość szeroki katalog klauzul niedozwolonych, w zetknięciu z realnym, rzeczywiście występującym problemem epidemii okazał się instytucją słabą i nad wyraz niepewną. I dobrze, że już na początku wycofał się z tych, lata temu ogłaszanych, prawniczych wykładni. Szkoda, że nie zdobył się jednak na jakiekolwiek wytyczne na nowe czasy. Prawo jest bowiem refleksyjne i stanowi odbicie stanu faktycznego, a zetknięcie z realiami stanu nadzwyczajnego po prostu obaliło funkcjonowanie wielu modeli przygotowanych na spokojne czasy. 

Nadzwyczajne okoliczności zawsze uprawniają do zastosowania nadzwyczajnych, uzasadnionych rozwiązań prawnych. Przykład daje na sam rząd i Sejm, który kolejnymi „ustawami covidowymi” wprowadza zasady dotychczas nieistniejące i nieakceptowane. Dlatego koniecznością prawną jest dokonanie rewizji umownych stosunków placówek – zarówno szkół, jak i przedszkoli – z rodzicami, i zawarcie klauzul regulujących zasady odpłatności w takich nadzwyczajnych okolicznościach. Nawet jeśli wiele lat temu i w całkowicie innej rzeczywistości pewne rozwiązania mogłyby zostać uznane za naruszające interes konsumenta czy niedozwolone. 

Szkoły

Dla szkół doświadczenia zdalnego nauczania są tak różne, jak wiele jest placówek. Jednakże spróbuję zebrać je w kilka powtarzających się...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy