Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz , Otwarty dostęp

15 września 2020

NR 74 (Kwiecień 2020)

Edukacyjne inspiracje z Finlandii
Rozmowa z Tomaszem Karolakiem

80

Zmiana w edukacji powinna zacząć się od sposobu przygotowania nauczycieli, bo dopiero nauczyciele przygotowani do zmian mogą coś zmienić.

Redakcja: W jakich okolicznościach miał Pan okazję przyjrzeć się temu, w jaki sposób funkcjonuje fiński system edukacji?

Tomasz Karolak: Na początku listopada Społeczne Towarzystwo Oświatowe, czyli stowarzyszenie będące organem prowadzącym naszą szkołę, zorganizowało we współpracy z firmą ISKU wizytę studyjną dla 20 dyrektorów szkół STO z całej Polski, dzięki czemu mieliśmy okazję zwiedzić dwie fińskie szkoły, Uniwersytet Nauk Stosowanych w Lahti oraz siedzibę firmy ISKU, która produkuje meble m.in. dla edukacji. Ciekawe jest to, że ten uniwersytet jest zlokalizowany w kampusie działającym w jednym budynku z samą firmą. Występuje silny związek między kształceniem studentów a biznesem, czyli projektowaniem i produkowaniem tych mebli. Niestety nie mieliśmy okazji zaobserwowania całych zajęć, całych lekcji, natomiast już sama rozmowa z nauczycielami, dyrektorami oraz samo obserwowanie sposobu działania tych szkół było źródłem inspiracji. Nawiązaliśmy również kontakt z jednym z dyrektorów, w dalszym ciągu możemy więc dopytywać o kwestie, które wymagałyby doprecyzowania.

Redakcja: Czym w takim razie różni się dzień fińskiego nauczyciela od dnia pracy polskiego nauczyciela?

Tomasz Karolak: Należałoby zacząć od tego, że już sam status nauczyciela jest zupełnie inny. W Polsce prestiż zawodu nauczyciela jest od lat obciążony różnego rodzaju kompleksami, częściowo prawdziwymi poglądami, częściowo mitami w kwestii doboru, selekcji kandydatów do tego zawodu. W tej chwili obserwujemy, że nauczyciele z zawodu uciekają, coraz trudniej jest też znaleźć nowych. W Finlandii natomiast prestiż zawodu nauczyciela jest zupełnie inny. Już na same studia bardzo trudno jest się dostać, studia pedagogiczne są mniej więcej porównywalne pod względem zainteresowania i prestiżu ze studiami medycznymi czy prawniczymi. Tam rzeczywiście trzeba być bardzo dobrym, zdolnym uczniem i zmotywowanym do tej ścieżki kariery, żeby podjąć pracę w zawodzie nauczyciela. Zdarza się oczywiście, że nauczyciele, którym się nie powiedzie, opuszczają zawód, ale jest to raczej rzadkie zjawisko. To, co zaobserwowałem, jeśli chodzi o wspomniane różnice związane z samym dniem pracy, to z pewnością warunki pracy. Fińskie szkoły są bardzo przyjazne pod względem infrastruktury. Nauczyciel spędza około ośmiu godzin dziennie w szkole, jak typowy pracownik, ale w ramach tych ośmiu godzin przez kilka (od czterech do pięciu) prowadzi zajęcia. Pensum dydaktyczne, u nas 18-godzinne, tam jest uzależnione od przedmiotu, którego nauczyciel uczy. Nauczyciele języków obcych mają tego pensum stosunkowo najmniej, bo około 16 godzin, nauczyciele przedmiotów artystycznych, sportowych – od 20 do 25 i jest to związane z tym, że te przedmioty nie generują np. zadań domowych, które trzeba by jeszcze dodatkowo sprawdzać.

Natomiast wszyscy faktycznie mają 40-godzinny tydzień pracy, który spędzają w szkole. Są też stworzone warunki do tego, aby wszystkie spotkania, sprawdzanie prac domowych czy przygotowanie dodatkowych materiałów odbywało się tam, czyli wracamy do domu z wolną głowąi w domu już nie zajmujemy się pracą. 

Redakcja: Już sam pokój nauczycielski daje możliwość do tego, żeby w nim zostać po lekcji i przygotować się do kolejnego dnia?

Tomasz Karolak: Tak, w tych szkołach, w których byłem, to nawet nie jest jeden typowy pokój nauczycielski, tylko jest jeden pokój do pracy cichej, drugi pokój wypoczynkowy, a kolejny – to pokój do spotkań, ale żaden z nich nie był typowym pokojem nauczycielskim, tylko były to po prostu pokoje dla pracowników. Przebywali w nich również pracownicy niepedagogiczni, w tym panie sprzątające. Wszyscy we wspólnej przestrzeni mogli pracować, wypoczywać czy też korzystać z zaplecza socjalnego. Jest to zupełnie inne podejście, mocno nastawione, jak widać, na współpracę. Nie ma dwóch światów. Często w naszych szkołach występuje taka smutna rzeczywistość – pani sprzątaczka wejdzie do pokoju nauczycielskiego najwyżej po to, aby tam posprzątać. Natomiast tam widać, że ludzie faktycznie spędzają czas razem. Wiemy też dobrze, że z perspektywy uczniów ta pani, która sprząta, jest bardzo ważną osobą, a często z racji rozmów z uczniami ma taką wiedzę, która może się też przydać nauczycielom. Czyli zespołowość jest tam już od początku budowana na poziomie integracji kadry pracującej w szkole. 

W Finlandii dyrektor jest takim „pierwszym nauczycielem”,  który programuje i motywuje swoich pracowników oraz nadaje kierunek pracy całego zespołu. 

 

Redakcja: W Polsce istotną rolę odgrywają różnego rodzaju rankingi, na podstawie których uczniowie wybierają szkołę swoich marzeń. Przygotowanie do testów, egzaminów, a później nerwowe wyczekiwanie na ostateczny werdykt…, uczniowie nie mają lekko. Czy pod tym względem również różnimy się od fińskiego systemu edukacji?

Tomasz Karolak: Różnimy się w tym sensie, że w Finlandii pierwszym i w zasadzie jedynym w systemie powszechnej edukacji egzaminem zewnętrznym jest dopiero odpowiednik naszej matury. W szkole podstawowej żadnych takich egzaminów zewnętrznych nie ma. Oczywiście są tam oceny, choć czasem powtarzany jest u nas mit, że ich w ogóle nie ma. Oceny pojawiają się na pewno, od klasy VII. Są takie szkoły, gdzie oceny pojawiają się wcześniej, natomiast nigdy nie są one najważniejsze, nie są czymś, na co nauczyciele czy rodzice najbardziej zwracają uwagę. Obowiązkiem nauczyciela jest raczej zapewnić uczniowi informację zwrotną – czego się nauczył, co jeszcze musi zrobić, jak musi pracować, żeby osiągnąć to, czego jeszcze mu brakuje. Jest to więc to, co u nas funkcjonuje pod nazwą oceny kształtującej i co jest na pierwszym etapie podstawówki wyłącznym albo dominującym system oceniania. Natomiast później, od klasy VII, pojawia się ocenianie sumujące, ale nadal nie ma rankingów, egzaminów. Kwestia ocen dobrze pokazuje, na czym polega egalitarność fińskiego systemu – ani uczeń ze specjalnymi potrzebami nie jest w sposób szczególny traktowany, ani uczeń szczególnie uzdolniony nie otrzymuje takiego wsparcia jak u nas. Każdemu zapewniony jest równy dostęp do edukacji, która nie wypełnia całego czasu. Godzin dydaktycznych jest mniej, więc uczniowie szczególnie uzdolnieni mają możliwość rozwijania swoich uzdolnień po zajęciach. Podejście rankingowe jest zupełnie nieobecne, a na późniejszych etapach drugorzędne również dlatego, że szkoły są w dużej mierze rejonowe. To nie jest tak, że o jakieś miejsca w najlepszych szkołach trzeba się ubiegać i szkoły wybierają najzdolniejszych uczniów. Szkoła jest miejscem spotkania lokalnej społeczności i większość Finów chodzi po prostu do tej szkoły, do której ma najbliżej.

W odpowiedni sposób zorganizowana edukacja tak angażuje uczniów, żeby nie tylko przynosić masę odpowiedzi na pytania, których oni sobie nie zadają, ale właśnie prowokować do zadawania pytań, do zainteresowana światem. 

 

Redakcja: To również zupełnie inaczej niż u nas…

Tomasz Karolak: Tak, zupełnie inaczej, bo trzeba zacząć w ogóle od tego, że tam praktycznie nie ma szkół niepublicznych. Mówiąc dokładniej, 98% stanowią szkoły publiczne, a te 2% to nie są szkoły najlepsze, tylko np. szkoły wyznaniowe prowadzone przez organizacje kościelne albo jakieś szkoły określonego nurtu, przykładowo Montessori. A więc właściwie cała edukacja jest właśnie miejscem spotkania społeczności lokalnej, nie ma tej elitarności poszczególnych szkół. 

Redakcja: Fińscy uczniowie uważani są za jednych z najlepiej uczących się. Mimo że nie ma tam jakichś rankingów i ocen na pierwszym etapie nauczania, to jednak są w czołówce najlepiej uczących się dzieci. Z czego to wynika?

Tomasz Karolak: To chyba potwierdza, że kij i marchewka nie są najlepszymi narzędziami, żeby kogokolwiek do czegokolwiek mo...

Artykuł dostępny dla Prenumeratorów.

Kup dostęp

Przypisy